Katarzyna Obłąkowska: Prawda wyzwolona
Lubomir Baker recenzuje serię wywiadów pt. Prawda wyzwolona, które przeprowadziła Katarzyna Obłąkowska

Pod szumnym tytułem „Prawda wyzwolona” opasłej książki kryją się wywiady, jakie przeprowadziła doktor nauk społecznych z wybranymi przez siebie ludźmi: „Wyobraź sobie, że masz możliwość zadać nurtujące Cię pytania i zderzyć swoje ustalenia z wielkimi umysłami, uczestnikami historii i badaczami. To stało się moim udziałem. Starałam się uchylić drzwi do świata prawdy, tak dalece, jak mogłam” – pisze autorka. Zestaw rozmówców jest imponujący i bardzo ciekawy, ale nie zacznę tej recenzji od ich listy. Chcę przede wszystkim złożyć hołd autorce za pomysł na pytanie otwierające każdą z rozmów. Było ono takie samo dla wszystkich i brzmiało: Dlaczego Polska znalazła się w obecnej sytuacji?
To najbardziej otwarte pytanie, jakie w wywiadzie można zadać. Pozwala rozmówcy zdefiniować tę sytuację i wyjawić jej przyczyny. Nie dziwi więc, że ekonomiści opisywali sprawy związane z gospodarką, sędzia Barbara Piwnik mówiła o dewaluacji pozycji sędziów, politolog prof. Stanisław Bieleń po zdefiniowaniu istoty narodu ubolewał nad faktem, że Polacy nie koncentrują się na interesach własnej wspólnoty, ks. Antoni Moskal mówił o tym, co go najbardziej boli, czyli nieumiejętności polskiego państwa i Kościoła zmierzenia się wołyńską zbrodnią. Czasem jednak następowało zaskoczenie, na przykład literaturoznawczyni Ewa Thompson doskonale wyartykułowała i uargumentowała tezę, że słowo Europejczyk na Zachodzie nie niesie żadnego konkretnego znaczenia, a dopiero fakt, że jesteśmy Polakami czyni z nas członków europejskiej wspólnoty. Odwołała się przy tym tym do literatury, a konkretnie do Gombrowicza.
Chciałbym Państwu zacytować fragment wypowiedzi konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego, który opisuje istotę współczesnej demokracji: W orzecznictwie strasburskim mamy takie określenie „twardsza skóra”. Politycy mają tę „twardszą skórę”, muszą ją mieć. Strasburg na to pozwala. I w związku z tym do ludzi o „twardszej skórze” lgną inni ludzie o „twardszej skórze”, a to sprawia, że partie polityczne degenerują się do takich zespołów zadaniowych, nieco przypominających jakieś grupy quasi-przestępcze. Trzeba słuchać szefa, a jak ktoś nie słucha szefa albo wygląd na takiego, kto nie będzie słuchał, będzie miał własne zdanie, to się go eliminuje (…). To całkowicie przekreśla zasadę dobra wspólnego.
Takich diagnoz, z którymi możemy się zgadzać lub nie, jest w tej książce wiele. To bardzo inspirujące, zmuszające do myślenia, czasem do zmiany spojrzenia na fakt, o którym myślałem, że mam wyrobione, rozsądne zdanie. Są w tej książce przeciwnicy Unii Europejskiej, są jej zwolennicy, są zwolennicy demokracji i jej krytycy, są patrzący w przyszłość z ostrożnym optymizmem, są pesymiści i mający nadzieję.
Troje rozmówców zaskoczyło mnie zdecydowanie negatywnie i ten odbiór był niezależny od prezentowanych tez. Prof. Bralczyk, którego wiedzę fachową i sposób opowiadania o języku admiruję od lat, tu wypadł blado, jakby rzeczywistość społeczno-polityczna go w ogóle nie interesowała. Prof. Zbigniew Lewicki okazał się przede wszystkim arogantem, zaś prof. Maria Szyszkowska dowiodła wyraźnie, że można mieć najwyższy stopień naukowy i nie mieć dostatecznej wiedzy o świecie.
Żeby nie być gołosłownym: pani profesor jest filozofem. Jak mówi o sobie: „w okresie funkcjonującego marksizmu w Polsce stanęłam na gruncie filozofii Immanuela Kanta”, czyli była „rewizjonistką w ruchu marksistowskim”. Pozostała na tej pozycji do dziś. Nie słyszała za to o Manifeście z Ventotene, nie słyszała, że amerykańscy przedsiębiorcy finansowali bolszewicką rewolucję… Gdyby rozmowa trwała dłużej, okazałoby się, o ilu jeszcze faktach z historii pani profesor nie słyszała, a wydaje się, że uprawianie filozofii bez wiedzy, w jakich okolicznościach powstała, jest, hmm, kulawe… Trudno więc brać jej diagnozy serio, skoro opatrzone są błędem niewiedzy o nieustalonym zakresie.
Poruszonymi tematami chcę zwabić Państwa do lektury tej książki. Wywiady zostały przeprowadzone od listopada 2024 do lutego 2025. Zamieszczono je, jak mi się wydaje, bez dużej ingerencji redakcyjnej, czyli zapisano prawie dokładnie tak, jak rozmówca powiedział. Wadą jest fakt, że długich wypowiedzi nie dzielono na akapity, otrzymujemy więc często dwie strony litego tekstu, co nie ułatwia procesu czytania. Mnie to nie zniechęciło, bo rozmówcy bardzo ciekawi. Życzę inspirującej lektury.