To już koniec. „Dom” zamyka sagę Viriona i trochę trudno się z tym pogodzić
Koniec pięknej legendy. Trzeci tom „Legendy miecza. Dom. Virion” to rozstanie z szermierzem natchnionym.
Są takie momenty w życiu czytelnika, kiedy trzeba odłożyć książkę, zamknąć ją trochę wolniej niż zwykle i przyznać przed samym sobą: to już naprawdę koniec. „Dom”, ostatni tom przygód Viriona, domyka sagę Andrzeja Ziemiańskiego, która przez lata zdążyła zadomowić się w naszej wyobraźni tak skutecznie, jakby miała tam dożywotnią umowę najmu. Jednak nawet najlepsze historie nie są na wieczność.
Przez te wszystkie tomy zdążyliśmy przywyknąć do tego świata. Virion był z nami przy kawie, w pociągach, w kolejkach do lekarza i podczas tych niebezpiecznych wieczorów, kiedy mówi się „jeszcze tylko jeden rozdział”, a kończy się o drugiej w nocy. Bohaterowie starzeli się trochę razem z nami, a my, nolens volens, dojrzewaliśmy razem z nimi. Teraz nagle okazuje się, że trzeba się pożegnać.
Oczywiście można się obrazić. Można demonstracyjnie powiedzieć, że autor mógłby jeszcze dopisać kilka tomów, najlepiej ze trzy trylogie i jakiś prequel dla bezpieczeństwa. Można też przez chwilę poudawać, że to tylko przerwa. Prawda jednak jest taka, że dorosły czytelnik wie jedno: wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Nawet jeśli wolelibyśmy tego nie sprawdzać w praktyce.
Trochę więc smutno, trochę nostalgicznie, bowiem zamknięcie takiej historii zawsze zostawia po sobie lekką pustkę, jest trochę jak po wyprowadzce znajomych, którzy przez lata mieszkali drzwi obok. Z drugiej strony jest w tym też coś satysfakcjonującego. Saga została opowiedziana do końca. Nie została rozciągnięta na siłę, nie jest porzucona w połowie, tylko doprowadzona tam, gdzie powinna.
A my? Zostajemy z półką książek, wspomnieniami scen, które pamięta się latami, i z tą cichą pewnością, że kiedyś jeszcze wrócimy do tego świata choćby tylko po to, żeby sprawdzić, czy Virion nadal potrafi narobić zamieszania równie skutecznie, jak pamiętamy.
Dobra historia może się skończyć, ale to wcale nie znaczy, że naprawdę znika.
Czy Państwa też ciekawi, co Andrzej Ziemiański wymyśli teraz?