Strona głównaWywiadHygge i slow-reading dla wszystkich

Hygge i slow-reading dla wszystkich

Nie ma lepszej osoby do napisania książki o szczęściu, niż dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem, a zarazem Duńczyk wychowany w duchu filozofii hygge. Na podstawie wieloletnich badań Meik Viking analizuje, co sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Dzięki jego książce – „Hygge. Klucz do szczęścia” – Polacy mogą przekonać się, że też możemy być najszczęśliwszym narodem na świecie.

Czy mógłby Pan krótko wyjaśnić, co znaczy hygge dla tych, którzy nie mieli okazji zetknąć się z Pana książką?
Oczywiście. Na temat hygge wiele się mówi. Mógłbym to nazwać na różny sposób. Hygge to sztuka tworzenia dobrej atmosfery. Mógłbym to też zdefiniować jako socjalizację dla introwertyków. Chodzi o to, żeby rozszerzyć swoją strefę komfortu na innych ludzi, a osobiście najbardziej lubię określać hygge jako dążenie do codziennego szczęścia, jako budowanie wspólnej radości, spędzania czasu, wspólnego relaksu, czyli proste, małe, codzienne przyjemności.

Moim pierwszym skojarzeniem było nowe feng shui. Czy to coś podobnego?
Hygge jest zdecydowanie inne niż feng shui. Jeśli dobrze rozumiem ideę feng shui, to chodzi o to, by odpowiednio zaprojektować wnętrze, ustawić meble, by to dobrze wyglądało. Hygge to coś więcej, dużo więcej. Nie tylko design, ale też całe życie, metoda na życie w otoczeniu, to język, przepisy kulinarne, atmosfera, którą się tworzy, światło, które jest niezmiernie istotne, ale też przede wszystkim hygge nie jest żadnym trendem, nie jest żadną modą, my tak po prostu żyjemy od pokoleń.

Czy rzeczywiście hygge jest tak istotne dla Duńczyków, jak Pan to podkreśla w książce? Trudno uwierzyć, gdy pisze Pan, że skinhead na motorze zapytany o najbardziej hygge lokal w okolicy, uprzejmie skieruje mnie do przytulnej kawiarni?
Nie przesadzam. Hyge jest dla nas centralnym punktem życia; tym, co w naszym życiu jest najważniejsze w odniesieniu do języka, do rozmów między ludźmi. Porównajmy to do tego, czym dla kultury amerykańskiej jest wolność. To po prostu część kultury Stanów Zjednoczonych, część ich materiału genetycznego. Tak samo dla Duńczyków ważne jest hygge. Ono jest wszędzie. Wyobraźmy sobie, że wybieramy się w sobotę do restauracji i rozmawiamy, jak hygge tam będzie. W niedzielę rozmawiamy, jak hygge było, a w poniedziałek jeszcze to hygge wspominamy. Po prostu hygge w Danii jest wszędzie i miałem wiele radości pisząc o tym książkę. A czy przesadzam, że w Danii tak dużo mówimy o hygge? Wręcz przeciwnie.

Co w  hygge jest najważniejsze: świece, ludzie, uściski, spotkanie?
Najważniejsza jest atmosfera. Można ją stworzyć za pomocą odpowiedniego oświetlenia – świece są bardzo ważne, meble i ludzie, ale żaden z tych elementów nie jest niezbędny. Możemy się obyć bez świec, bez właściwych mebli, ludzi. Zdecydowanie można czuć hygge pozostając samemu. Moim zdaniem najlepiej zdefiniować hygge jako odczuwanie dobrej atmosfery.

Pisze Pan, że świece są bardzo ważne, ale nie zapachowe. Dlaczego?
My Duńczycy uważamy, że świece zapachowe są po prostu sztuczne. Ten zapach wytwarzany jest w sposób nienaturalny, sztuczny, Może one rzeczywiście mają aromat róży czy lasu, ale to jest nieprawdziwe, sztuczne. My lubimy to, co jest naturalne, organiczne, bliskie natury. W Danii spożywa się najwięcej ekologicznych mięs i innych produktów. Lubimy po prostu obcować z tym, co naturalne.

Porozmawiajmy o jedzeniu, które jest dla hygge bardzo ważne. Mój ulubiony fragment Pana książki to ten, że nie można kupić szczęścia, ale można kupić czekoladę. Ale jak to się ma do zasad zdrowego żywienia?
Oczywiście, że zdrowe odżywianie jest ważne, ale w hygge istotne jest to, by móc cieszyć się kawałkiem ciasta bez poczucia winy. Obecnie mamy taką tendencję, że czujemy się winni, gdy jemy słodycze. W Wielkiej Brytanii jest wręcz taka moda, że jeśli coś fajnie smakuje, to jest zakazane, bo pewnie jest niezdrowe. Tymczasem trzeba czerpać radość z jedzenia i nie chodzi o to, żeby jeść dwadzieścia ciastek dziennie, ale by od czasu do czasu robić sobie w życiu małe przyjemności.

Jak to jest z alkoholem? Wspomina Pan o piciu na przykład herbaty, ale równie często wymienia Pan szklaneczkę whisky, kieliszek wina, piwko z przyjaciółmi. Co powinniśmy pić, by być hygge?
Alkohol też pomaga w osiągnięciu stanu hygge. Cała sztuka polega na tym, by czerpać radość z małych przyjemności, które spotykają nas w życiu. Taką przyjemnością może być szklanka grzanego wina, piwko, ciasto czy jakaś tłusta potrawa, ale wszystko z umiarem. Nie chodzi o to, by pić alkohol codziennie. Jednak spotkanie rodzinne przebiega dużo przyjemniej, jeśli napijemy się wszyscy wina, zakładając, że wszyscy skończyliśmy 18 lat. Spotkanie z przyjaciółmi też jest bardziej hygge, jeśli pijemy wino czy piwo, a nie tylko wodę. Uważam, że alkohol pomaga się zrelaksować, odprężyć się i to jest dobre dla tworzenia właściwej atmosfery.

Kiedyś spędziłam trzy miesiące w Szwecji i Norwegii. Zdziwiło mnie, że nie widziałam, by tam ludzie spotykali się w domach. Bywali w restauracjach, młodzi spotykali się, siedząc w swoich samochodach na środku skrzyżowania i rozmawiając przez uchylone okna. Z Pana książki wynika, że w Danii spotykacie się w prywatnych domach. Jesteście pod tym względem inni od pozostałej Skandynawii?
Tak, jesteśmy nieco inni od Norwegów czy Szwedów. W Danii dużo częściej spotykamy się w domach, bardzo to lubimy. Spędzamy mnóstwo czasu w domu, lubimy, kiedy w prywatnych domach jest mnóstwo osób, dzięki temu są bardziej hygge. To kluczowa różnica między nami.

Porozmawiajmy o Instytucie Szczęścia, w którym jest Pan dyrektorem. Jak bada się szczęście?
To oczywiście nie jest proste, ale nie jest też niemożliwe. Myślę, że ludzie bardzo często nie zauważają, że zajmujemy się też takimi kwestiami jak depresja, stres czy niepokój, choć oczywiście skupiamy się na pozytywnych emocjach. Zajmujemy się wieloma wymiarami szczęścia czy hygge, które składa się z różnych składników, tak jak w gospodarce można mówić, że wpływa na nią poziom bezrobocia czy wzrost gospodarczy lub poziom inflacji. Zajmujemy się takimi aspektami jak zadowolenie, satysfakcja z życia, emocje oraz poczucie celu. Pytamy ludzi, jakie wczoraj przeżywali emocje, które były pozytywne, które negatywne. Jeśli chodzi o cel, kierujemy się poglądem Arystotelesa, który uważał, że dobre życie to takie, w którym mamy jakiś cel. Badamy poszczególne osoby, podążamy za nimi i patrzymy, jakie zmiany zachodzą w ich życiu i w jaki sposób te zmiany wpływają na wymienione przeze mnie czynniki. Co się dzieje z poczuciem, szczęścia, gdy obserwowana osoba znajduje albo traci pracę, lub osiąga dwa razy większy dochód. W jaki sposób wpływa na szczęście zawarcie małżeństwa czy inna sytuacja.

Czy kobiety i mężczyźni odczuwają szczęście w innych okolicznościach, czy jest to niezależne od płci?
Poziom szczęścia nie zawsze jest taki sam. Rzeczywiście są pewne różnice między mężczyznami i kobietami, jeśli chodzi o poziom szczęścia. Nie zawsze jest on taki sam. W odniesieniu do krajów nordyckich mogę powiedzieć, że mężczyźni i kobiety czują się tak samo szczęśliwi, ale jeżeli weźmiemy przykład Włoch, tam mężczyźni są szczęśliwsi. Rzeczywiście w różnych częściach świata obserwujemy różnice w poziomie szczęścia między płciami. Warto wspomnieć, że różne czynniki różnie wpływają na poziom szczęścia. Weźmy na przykład utratę pracy. U mężczyzn powoduje ona znacznie większy spadek poczucia szczęścia niż u kobiet. Być może dzieje się tak dlatego, że mężczyźni traktują swoją pracę jako część ich własnej wartości, jako część ich męskości.

A co z Polską? Jak wypada w tych badaniach?
Nie zajmujemy się konkretnie Polską, ale warto wspomnieć, że Polska jest opisana w Światowym Raporcie Szczęścia, przygotowywanym co roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Badany jest poziom szczęścia w 157 krajach i Polska znajduje się tam, o ile dobrze pamiętam, na 57 miejscu. Oczywiście mogłaby się znaleźć wyżej, ale pamiętajmy, że i tak jest to wysoki poziom, mniej więcej w jednej trzeciej rankingu. Raport określa poziom szczęścia mniej więcej we wszystkich krajach świata.

Czy ze szczęściem nie jest tak, że nie jesteśmy go świadomi w chwili, gdy je przeżywamy. Dopiero po latach, kiedy zastanowię się, kiedy byłam szczęśliwa, będę umiała odpowiedzieć, że wtedy, gdy coś konkretnego miało miejsce. Ale na bieżąco często nie umiemy sobie tego uświadomić.
To prawda, ale mimo to myślę, że każdy z nas jest najlepszym ekspertem i wie najlepiej, kiedy jest szczęśliwy, a  nie my w naszym wspaniałym instytucie. U nas zbiera się grupa ekspertów, którzy określają, jakie czynniki wpływają na poziom szczęścia i ustalają, że trzeba mieć tyle a tyle pieniędzy, mieć określoną edukację, pewną liczbę metrów kwadratowych w swoim mieszkaniu. Oczywiście, te wszystkie czynniki mogą być ważne, ale są w różny sposób ważne dla różnych osób. Dla jednego istotniejsza będzie edukacja, a mniej ważne pieniądze. Ktoś inny chętnie zamieniłby swoje metry kwadratowe na regularne spotkania z wnukami. Przyjmijmy więc taką postawę, że każdy jest ekspertem w swoim zakresie

Czy to jest możliwe, by nauczyć się szczęścia? Albo nauczyć się zasad hygge?
Tak, składniki tworzące hygge są uniwersalne, takie same na całym świecie. Ludzie, niezależnie gdzie mieszkają, lubią cieszyć się dobrą atmosferą, lubią chwilę relaksu po pracy i to bez znaczenia, czy mieszka się w Nowym Jorku, w Warszawie, Kopenhadze czy Seulu. Każdy lubi być razem z innymi, każdy lubi czasem zjeść dobre ciasto. Uważam, że już teraz robicie w Polsce wiele rzeczy, które są hygge. Na przykład zupy, z których Polska słynie. Pamiętam, że jednym z najbardziej hygge momentów w moim życiu był ten, gdy zaprosiłem grupę znajomych i każdy przygotował zupę. Kosztowaliśmy wzajemnie swoich zup. Tak więc już macie hygge w Polsce, tylko nie macie na to dobrego wyrazu.

 

Uważam, że już teraz robicie w Polsce wiele rzeczy, które są hygge. Na przykład zupy, z których Polska słynie. Pamiętam, że jednym z najbardziej hygge momentów w moim życiu był ten, gdy zaprosiłem grupę znajomych i każdy przygotował zupę. Kosztowaliśmy wzajemnie swoich zup.
Tak więc już macie hygge w Polsce, tylko nie macie na to dobrego wyrazu.

 

Wydaje mi się, że mamy i jest to słowo ‚przytulny’, co po angielsku przekłada się na cosy.
Rzeczywiście można przetłumaczyć hygge na angielski jako cosy, na polski jako przytulny, po niemiecku jako gemütlich, ale przytulny to jest przymiotnik. Tymczasem po duńsku to słowo funkcjonuje też jako czasownik. Na tym polega różnica między duńskim a innymi językami. Hygge jest czymś aktywnym

Na koniec mam pytanie o książki. Wiem, że dla hygge są bardzo ważne, a dla Pana zwłaszcza Hemingway.
Tak, Hemingway był moim ulubionym pisarzem. Teraz nadal bardzo go lubię. Przeczytałem prawie wszystkie jego książki. Moja ulubiona to „Pożegnanie z bronią”. Obecnie moim ulubionym pisarzem jest Scott Fitzgerald, a zwłaszcza książka „Wielki Gatsby”. To książka napisana ponad sto lat temu, ale jest ponadczasowa. Niektóre zdania w niej zawarte uważam za genialne, na przykład to mówiące, że bogaci ludzie spędzają czas grając w polo albo że bar to jedyne miejsce, w którym mężczyzna może siedzieć bezcelowo patrząc przed siebie. Te spostrzeżenia bardzo sobie cenię.

Zachęca Pan, by czytać powoli. Jak rozumiem jest trend na slow-eating i teraz jest nowy na slow-reading.
Nie ma jeszcze takiego trendu, ale możemy go stworzyć. Będzie on zgodny z hygge. Wielu z nas czyta teksty z punktu widzenia zawodowego, a wtedy chcemy je jak najszybciej przeczytać, jak najszybciej wyłapać z niego kluczowe informacje. Tymczasem czytanie dla przyjemności jest zupełnie inne. Wtedy delektujemy się tekstem i zwracamy uwagę na sposób, w jaki został napisany. To jest w tym najważniejsze. Tak: SLOW-READING DLA WSZYSTKICH!

Rozmawiała Magdalena Mądrzak

0
0
votes
Article Rating
Poprzedni artykułBiblioteka Narodowa w Pradze
Następny artykułCzłonki wielkich Polaków
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Lubomir Baker recenzuje: Tess Gerritsen, Gary Braver ,,Studentka”

Rzadko jestem tak radykalny w ocenach, ale ta książka to tragedia, nie antyczna bynajmniej.Nie jestem szczególnie domyślny i w miarę sprawny autor kryminału jest...

Lubomir Baker recenzuje: Guillaume Musso ,,Zabawa w chowanego”

Bądźmy szczerzy, to chyba najsłabsza powieść francuskiego powieściopisarza. Przyznaję, że nie należę do fanów jego twórczości, ale tutaj wyraźnie przekombinował. Początek powieści jest dobry....

Lubomir Baker recenzuje: Nick Pettigrew „Antyspołeczny”

Nie ma w Polsce takiego urzędnika jak pracownik do spraw zachowań antyspołecznych, ale w Wielkiej Brytanii jak najbardziej. Swój rok życia na tym stanowisku...

Igor Brejdygant „Wiatr”

Wszyscy widzieliśmy, co działo się w tym roku w Tatrach. Wyglądało, jakby była tam cała Polska. Mamy też nadzieję, że tyle samo czytelników znajdzie...

Marcin Matczak „Jak wychować rapera”

Bardzo nam się podoba, że osoby, które odnoszą sukces w sferze popkultury, próbują także konsumować jego owoce w formie książki. I znacznie lepiej, gdy...

Lubomir Baker recenzuje: Mariusz Kaszyński „Syrena”

To prosta, ciekawie pomyślana fabuła warszawskiego horroru. Kosa zaś to typowy dresiarski bandyta, który siłą, bo na pewno nie inteligencją, trzyma kumpli w posłuszeństwie....

Joanna Jodełka „Pamiętnik karła”

To kolejna z cyklu Siostry Raj powieść kryminalna i po fantastycznej „Córce nieboszczyka” nie wahałem się ani chwili, by sięgnąć po dalsze losy oryginalnej...

Ostatnie trzydziestolecie oczami Michela Houellebecqa

Klucz do zrozumienia współczesności i poznania myśli jednego z najbardziej kontrowersyjnych pisarzy naszych czasów. Islam, postęp technologiczny, multikulturalizm, seksualność, feminizm, eutanazja, Covid-19, stan katolicyzmu...
0 0 votes
Article Rating
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x