Strona główna A to ciekawe Zamach na Alicję, ale spokojnie, jest wciąż żywa

Zamach na Alicję, ale spokojnie, jest wciąż żywa

Pomnik Alicji w Krainie Czarów siedzącej na grzybku w towarzystwie bajkowych przyjaciół jest w Central Parku obowiązkowym miejscem na pamiątkowe selfie każdego turysty przybywającego do Nowego Jorku. W kwietniu za próbę jego wysadzenia został aresztowany 30-letni Kevin Fallon.

Rodzinie i przyjaciołom rozesłał zapowiedź wysadzenia pomnika. – To będzie bolało. Nikt z was nie jest bezpieczny. Jestem bardzo groźny – pisał w SMS-ach, jak poinformowała jego matka. Policja przeszukała mieszkanie Fallona i znalazła m.in. trzy bomby rurowe, amunicję do karabinu i wiele sklejonych razem noży. Pomimo że ładunki wybuchowe nie były aktywne, Fallon trafił do aresztu z oskarżeniem o terroryzm. Rozprawa jest planowana na 13 lipca.

Tyle z aktualnej kroniki kryminalnej, zajmijmy się teraz fascynującym dziełem, jakim jest od czasów powstania „Alicja w krainie czarów”. Jej fenomen kryje w sobie wiele niewytłumaczalnych zjawisk i spróbujemy je przynajmniej wymienić. Jak napisał Maciej Słomczyński w przedmowie do książki w swoim tłumaczeniu: „Jest to zapewne jedyny wypadek w dziejach piśmiennictwa, gdzie jeden tekst zawiera dwie zupełnie różne książki: jedną dla dzieci i drugą dla bardzo dorosłych”. Nie może być inaczej, skoro od jej powstania mija 155 lat, a Alicja obecna jest w dorastaniu każdego europejskiego pokolenia. Pratchett zaś mówił, że to stek bzdur, lecz jego zdaniem należy do znakomitej, ale mniejszości.

Problem z tłumaczeniem

Okładka pierwszego polskiego wydania książki.

Oryginał tytułu brzmi: Alice’s Adventures in Wonderland, co powinno się tłumaczyć jako „Przygody Alicji w Krainie Dziwów / Cudów”. Skąd ta zmiana, w dodatku nie bardzo korespondująca z treścią książki, w której czary po prostu nie występują. „Winni” są tu pierwsi polscy tłumacze. I tak pierwszego przekładu na polski dokonała w 1910 r. dla Wydawnictwa M. Arcta w Warszawie tajemnicza Adela S. Miało to miejsce 45 lat po angielskiej premierze. Tytuł tego wydania nie był jednolity, bo według strony tytułowej były to „Przygody Alinki w Krainie Cudów”, ale na okładce widniał tytuł „Przygody Alinki w Krainie Czarów”.

Może nie tylko tytuł nie bardzo oddawał urodę książki, bo już w 1927 r. inne polskie wydawnictwo Gebethner i Wolff zamówiło nowe tłumaczenie, tym razem u Marii Morawskiej. Jej książka nosiła tytuł „Ala w krainie czarów” i przed wojną doczekała się trzech wznowień. Tekst Morawskiej na ogół nie jest wierny oryginałowi (na karcie tytułowej pierwszego wydania widniał zresztą napis „wolny przekład z angielskiego”). Tłumaczka zastępowała często tekst Carrolla własnym, co, no cóż, nie jest drogą zalecaną dla tłumaczy.

Jedną z ciekawszych inicjatyw, jakie podjęła Maria Morawska, było wplecenie w świat Alicji, elementów świata znanego polskiemu czytelnikowi. I tak w oryginale u Carrolla Alicja próbuje sprawdzić swoją wiedzę geograficzną, co wyraża takim wierszem: London is the capital of Paris, and Paris is the capital of Rome, and Rome – no, that’s all wrong, I’m certain!. W tłumaczeniu Morawskiej czytamy: „Londyn jest stolicą Paryża, Paryż jest stolicą Warszawy, Warszawa jest stolicą Rzymu… Och! I to wszystko nieprawda… tego jestem pewna…”. Jak ocenić tę próbę przybliżenia tekstu czytelnikowi? Trudno dociec, dlaczego tłumaczka założyła, że Londyn i Paryż są dla Polaków miastami nieznanymi. Możemy jednak mieć pewność, że prawdziwa Alicja o Warszawie raczej na pewno nie słyszała.

JEŻELI NIE WIESZ, DOKĄD CHCESZ IŚĆ, NIE MA ZNACZENIA, KTÓRĄ DROGĄ PÓJDZIESZ…

Kolejnym polskim tłumaczem był Antoni Marianowicz, który popełnił wprawdzie kilka drobnych błędów, jak np. w pierwszym zdaniu pierwszego rozdziału przetłumaczył bank jako ławkę zamiast brzeg, ale znowu jego wersja „Alicji” odbiegała od oryginalnego tekstu. Dotyczy to zwłaszcza wierszy. W oryginale zamieszczone są parodie wiktoriańskich wierszyków dla dzieci. Zaś Marianowicz nawiązał do podobnych polskich, jak „Chory kotek” Stanisława Jachowicza czy piosenka „Jasne słoneczko późno dziś wstało”. Dzięki niemu Alicja zyskała takie wierszyki:

Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku,
Więc przyszedł pan doktor:
– Jak się masz, koteczku?
– Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora – rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora
.

Dopiero dziesięć lat później, w 1965 roku, powstał przekład bez autorskich dodatków. Maciej Słomczyński dokonał tłumaczenia zgodnego z oryginałem. Ta wersja zawiera wiele anglicyzmów, a w przedmowie do drugiego wydania tłumacz wyjaśniał, że miał na celu przybliżenie książki dorosłemu czytelnikowi.

Hołd dla Alicji w 150-lecie urodzin.

W połowie lat 80. Robert Stiller będąc zdania, że żaden z wcześniejszych przekładów nie oddaje ducha i litery oryginału, znużony czekaniem „przez 10 lat aż Słomczyński poprawi swoje niedociągnięcia” i „brak wdzięku”, zdecydował się na własne tłumaczenie, korzystając z doświadczeń wszystkich poprzednich tłumaczeń (oprócz Adeli S.) oraz „Annotated Alice” Gardnera. Gardner w latach 60. wydał oba tomy opowieści o Alicji wraz z obszernymi objaśnieniami. A wracając do Stillera, jako pierwszy, wzorując się nieco na Gardnerze, opatrzył książkę przypisami wyjaśniającymi niuanse umykające bez dokładnego poznania epoki wiktoriańskiej i genezy książki. Jego tłumaczenie również jest popularne, szczególnie wydanie dwujęzyczne, nie udało mu się jednak wyprzeć przekładu Słomczyńskiego i skierowanego bardziej do dzieci tłumaczenia Marianowicza.

Od 1999 roku nastąpił wysyp tłumaczeń, które na przykład mają być łatwiejsze w odbiorze dla dzieci (wersja Jolanty Kozak czy Bogumiły Kaniewskiej). Warto też zwrócić uwagę na wersję z 2012 r. z ilustracjami Tove Jansson (znanej jako twórczyni Muminków) oraz z 2015 r. w przekładzie Grzegorza Wasowskiego. Ta wersja ukazała się pod szalonym tytułem „Perypetie Alicji w Czarytorium” i była hołdem dla Alicji w jej 150 urodziny.

Konsekwencje przejażdżki łodzią

Oddaliśmy się rozważaniom na temat polskich tłumaczeń, tymczasem warto powrócić do początków. „Alice’s Adventures in Wonderland” to powieść z 1865 roku autorstwa Charlesa Lutwidge’a Dodgsona, który opublikował ją pod pseudonimem Lewis Carroll. Książka ukazuje absurdalną logikę snu. Jest pełna satyrycznych aluzji do przyjaciół i wrogów Dodgsona, parodii szkolnych wierszyków, których uczyły się w XIX w. brytyjskie dzieci. Zawiera także odniesienia lingwistyczne i matematyczne. Utwór jest trudny do sklasyfikowania. Kontynuacją utworu jest „Alicja po drugiej stronie lustra”.

Portret Dodgsona z 1863 r.

Geneza książki wiąże się z przejażdżką po Tamizie, która miała miejsce 4 lipca 1862 r. Uczestniczyli w niej Charles Dodgson, wielebny Robinson Duckworth i trzy małe dziewczynki: Lorina Charlotte Liddell (13-latka; Prima w wierszu rozpoczynającym książkę), Alice Pleasance Liddell (10-latka; Sekunda w wierszu), Edith Mary Liddell (8-latka; Tercja w wierszu). Wycieczka rozpoczęła się od Folly Bridge niedaleko Oksfordu i zakończyła pięć mil dalej w wiosce Godstow. W czasie rejsu wielebny Dodgson opowiadał historię, w której główną rolę grała Alicja. Opowieść bardzo się dziewczynkom spodobała, a mała Alice Liddell poprosiła Dodgsona o jej spisanie. 26 listopada 1864 r. mężczyzna podarował Alicji manuskrypt „Przygód Alicji pod ziemią” (ang. Alice’s Adventures Under Ground). Niektórzy, w tym Martin Gardner, spekulowali, że istniała wcześniejsza wersja, zniszczona przez samego autora, gdy napisał lepszą, bardziej rozbudowaną wersję. Nie ma na to jednak żadnych dowodów.

Oryginalny rysunek królika z pierwszego angielskiego wydania Alicji.

Zgodnie z dziennikami Dodgsona, na wiosnę 1863 r. dał on nieukończony manuskrypt „Przygód Alicji pod ziemią” znajomemu bajkopisarzowi Henry’emu Kingsleyowi, który zachwycony skłonił panią Liddell, aby namówiła Dodgsona do publikacji. Zaskoczony autor pokazywał utwór kolejnym znajomym. Między innymi swemu przyjacielowi i mentorowi George’owi MacDonaldowi (również autorowi literatury dziecięcej), którego dzieci także polubiły „Alicję”. MacDonald również poradził Dodgsonowi, aby książkę opublikował. Zanim jeszcze został ukończony egzemplarz dla Alicji Liddell, oryginalny utwór rozrósł się z 18 do 35 tysięcy słów, głównie dzięki dodaniu epizodów o Kocie z Cheshire i Obłąkanej Herbatce. 4 lipca 1865 r. (dokładnie trzy lata po wycieczce) opowieść Dodgsona została opublikowana pod znanym tytułem „Alice’s Adventures in Wonderland”, z ilustracjami Johna Tenniela. W tym samym roku powstało pierwsze wydanie amerykańskie. Jak wiele ówczesnych książek, została wydana bez tantiem dla autora.

Autor przyjął pseudonim Lewis Carroll. Trzymał się go przez całe życie, wyraźnie oddzielając matematyczne dzieła naukowe i popularnonaukowe prace o matematyce i grach logicznych (które sygnował prawdziwym nazwiskiem) od literatury pięknej, wydawanej pod pseudonimem. Był do tego stopnia konsekwentny, że odsyłał nieprzeczytane listy, które przychodziły do Lewisa Carrolla na adres uniwersytetu.

WSZYSTKO MA JAKIŚ MORAŁ, POD WARUNKIEM, ŻE UMIESZ GO ZNALEŹĆ

Pierwsze wydanie książki liczyło 2 tys. egzemplarzy, zostało jednak zniszczone, gdyż Tenniel miał wątpliwości co do jakości druku. Dziś znane są tylko 23 ocalałe egzemplarze. 18 jest w posiadaniu dużych archiwów lub bibliotek, takich jak Harry Ransom Humanities Research Center (biblioteka uniwersytetu w Teksasie). A pozostałe pięć jest w rękach prywatnych. W krótkim czasie powstało nowe wydanie, wydrukowane w grudniu tego samego roku, lecz noszące datę 1866. Cały nakład szybko wyprzedano.

„Alicja” była rozchwytywaną sensacją, docenioną zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. Za życia autora sprzedało się ok. 180 tys. egzemplarzy. Wśród pierwszych czytelników byli m.in. młody Oscar Wilde i królowa Wiktoria Hanowerska. Książka do dziś została przetłumaczona na 125 języków, włącznie z esperanto i językiem farerskim. Powstała nawet wersja po łacinie w 1964 r. pod tytułem „Alicia in Terra Mirabili”. Pierwsze tłumaczenie na język japoński ukazało się już w 1908 roku. Książka miała po angielsku ponad 100 wydań. Powstały jej niezliczone adaptacje teatralne i filmowe, ale opisanie tej dziedziny zostawmy specjalistom od historii kina.

Druga Alicja i ilustracje

Alice Johna Tanniela.

Okazuje się, że mała Alicja, w której towarzystwie Dodgson pływał po Tamizie, nie była jedyną Alicją – muzą w jego życiu. W 1871 r. autor podczas pobytu w Londynie spotkał inną Alicję, Raikes, rozmawiał z nią o jej odbiciu w lustrze, co doprowadziło do powstania kolejnej książki „Alicja po drugiej stronie lustra”. W 1886 r. Carroll opublikował faksymile rękopisu „Przygód Alicji pod ziemią”, a w 1890 r. „The Nursery Alice”, specjalne wydanie „do czytania dzieciom w wieku od zera do pięciu lat”.

Czy wiemy, jak wyglądała oryginalnie Alicja? Otóż nie do końca, bowiem oryginalne ilustracje Johna Tenniela nie oddają wyglądu Alicji Liddell, która miała ciemne włosy i krótką grzywkę. Carroll wysłał Tennielowi fotografię Mary Hilton Babcock, innej zaprzyjaźnionej dziewczynki, nie wiadomo jednak, czy Tenniel rzeczywiście wzorował się na niej.

92 ilustracje Johna Tenniela do pierwszego wydania książki stały się kanoniczne i większość wydań, także w Polsce, zawiera jego rysunki. Tenniel był w czasach Carrolla znanym ilustratorem. Carroll, jako pedant, dawał Tennielowi drobiazgowe instrukcje. Żądał też, aby nie ilustrowano Alicji w niedzielę.

Alice Johna Tanniela.

Rysownik upierał się przy swojej wersji. Jego Alicja była zdaniem Carrolla sztywna, nieproporcjonalna i o rozdętej głowie, mimo to ilustracje pozostały niezmienione. Carroll zamówił jeszcze u Tenniela ilustracje do „Alicji po drugiej stronie lustra”, aby części nie odbiegały od siebie stylem i można je było wydawać razem.

Wydaje się, że zarówno Carroll jak i Tenniel byli równie uparci. Jak pisaliśmy, Tenniel wymógł na Carrollu zniszczenie pierwszego wydania „Alicji w Krainie Czarów” (ze względu na jakość druku), a z drugiej części zażądał i uzyskał nawet usunięcie całego epizodu w VII rozdziale, gdyż uparł się, że nie narysuje osy w peruce. Potem ich drogi się rozeszły, z czego obydwaj byli zadowoleni. Kolejnemu ilustratorowi swoich książek Carroll liczył kreski przypadające na cal kwadratowy, zestawiał z ilustracjami Tenniela i odsyłał matematyczną analizę problemu.

Tenniel miał początkowo wyłączność na ilustrowanie „Alicji”, jednak w 1907 r. jego prawa wygasły i swoje wersje opublikowało 12 różnych ilustratorów.

Aluzje do osób współczesnych Carrollowi

Książkę rozpoczyna wiersz, wyjaśniający genezę jej powstania i opisujący wycieczkę po Tamizie. Jej uczestnicy są ukazani w ten czy inny sposób w rozdziale trzecim, zatytułowanym „Kałuża łez”. Oczywiście jest tam Alicja, autor książki skarykaturował się sam jako Dodo, Kaczor odgrywa wielebnego Robinsona Duckwortha, Lora to Lorina Liddell, a Orlątko to Edith Liddell. Imię Billa (w oryginale Bill the Lizard) stanowi zapewne grę słów z nazwiskiem Benjamina Disraeli’ego, brytyjskiego polityka. Ilustracje lwa i jednorożca, pojawiających się na kartach książki, przypominają dzieła Tenniela dla magazynu „Punch” pokazujące dwóch brytyjskich polityków – liberalnego Gladstone’a i konserwatywnego Disraeli’ego. Skądinąd lew i jednorożec to symbole Wielkiej Brytanii. Kapelusznik jest najprawdopodobniej odniesieniem do Theophilusa Cartera, sprzedawcy mebli znanego w Oksfordzie ze swoich nieortodoksyjnych pomysłów. Tenniel ewidentnie starał się rysować Kapelusznika tak, aby przypominał Cartera, zgodnie z sugestiami autora.

Suseł opowiada historię o trzech siostrach, zwanych w oryginale Elsie, Lacie, i Tillie. Dwie z nich to siostry Alicji Liddell: Elsie to Lorina Charlotte (L.C. brzmi po angielsku identycznie) a Tillie to Edith (w rodzinie nazywano ją Matilda). Lacie to anagram imienia samej Alice (Alicji).

Żółwiciel (Nibyżółw) opowiada o „starym żarłaczu”, który przypływał raz w tygodniu, aby uczyć „rybunku, szprycowania i falowania” („mrożenie i gdzielenie” w wersji Marianowicza, ang. drawling, stretching and fainting in coils). Jest to odniesienie do krytyka sztuki Johna Ruskina, który raz w tygodniu uczył dzieci Liddellów rysunku, szkicowania i malowania (ang. drawing, sketching, and painting in oils).

Zdjęcie Alice Liddell wykonane około 1860 r.

Matematyka w literaturze

Autor był matematykiem w Christ Church w Oksfordzie, nic więc dziwnego, że pojawiły się sugestie, że jego książki zawierają odniesienia do koncepcji matematycznych. Na przykład w rozdziale drugim Alicja próbuje mnożyć, uzyskując dziwne rezultaty: cztery razy pięć równa się dwanaście, cztery razy sześć równa się trzynaście, a cztery razy siedem… ojej! W ten sposób nigdy nie dojdę do dwudziestu!. W rozdziale siódmym Marcowy Zając i Kapelusznik dają wiele przykładów dowodzących, że implikacja nie jest relacją symetryczną: – To tak jakbyś powiedziała, że ‚widzę, co jem’ niczym się nie różni od ‚jem, co widzę’! Mogłabyś równie dobrze powiedzieć – wtrącił Zając Marcowy – że ‚mam to, co chciałam’ nie różni się od ‚chciałam tego, co mam’Mogłabyś równie dobrze powiedzieć – rzekł Suseł, jakby mówił przez sen – że, ‚kiedy śpię, oddycham’ nie różni się od ‚kiedy oddycham, śpię’.

– ALE JA NIE CHCIAŁABYM MIEĆ DO CZYNIENIA Z WARIATAMI – RZEKŁA ALICJA.

– O, NA TO NIE MA JUŻ RADY – ODPARŁ KOT. – WSZYSCY MAMY TUTAJ BZIKA. JA MAM BZIKA. TY MASZ BZIKA.

– SKĄD MOŻE PAN WIEDZIEĆ, ŻE JA MAM BZIKA? – ZAPYTAŁA ALICJA.

– MUSISZ MIEĆ. INACZEJ NIE PRZYSZŁABYŚ TUTAJ.

Trwały wkład

Alicja w wersji Jacka Piekary.

Jak drętwo by nie brzmiało to sformułowanie w odniesieniu do książki dla dzieci, Carroll z „Alicją” wniósł trwały wkład w światową literaturę i wyobraźnię. Spójrzmy na kilka tylko przykładów. Słowo Wonderland weszło na stałe do języka angielskiego jako cudowne, wymyślone miejsce bądź też miejsce rzeczywiste, które ktoś odbiera jako coś cudownego, niby ze snu. Down the Rabbit-Hole („w głąb króliczej nory”), tytuł pierwszego rozdziału, stał się popularnym zwrotem oznaczającym rzucenie się w wir przygody lub znalezienie się w surrealistycznej sytuacji.

Nie jest naszym celem zachęcanie do oglądania filmów, jednak adaptacja w reżyserii Tima Burtona z Johnym Deppem i Heleną Bohnam Carter jest wspaniała i dowodzi tezy, że oryginalna „Alicja” jest dziełem tak dla dzieci, jak i dorosłych.

Warto też przypomnieć, że polscy pisarze fantasy inspirowali się przygodami dziewczynki, która wpadła w króliczą norę. I tak Andrzej Sapkowski opisał jej przygody z punktu widzenia Kota z Cheshire w opowiadaniu „Złote popołudnie”. Zaś Jacek Piekara napisał książkę „Alicja i ciemny las”, nawiązującą do „Alicji w krainie czarów”.

Czas na zarzuty

Czas na garść ciekawostek i łyżkę dziegciu w beczce miodu. W 1931 r. „Alicja” trafiła na listę książek zakazanych w chińskiej prowincji Hunan, ponieważ stwierdzono, że zwierzęta nie mogą mówić ludzkim głosem, a ludzie i zwierzęta nie powinni być sprowadzani do tego samego poziomu. Warto wspomnieć, że wówczas w Chinach trwała od czterech lat wojna domowa, którą ze wszystkich sił próbowali wygrać komuniści, był to też rok, gdy Japonia zajęła Mandżurię, a także rok wielkiej powodzi. A jednak Chińczycy znaleźli motywację, by w tym czasie zająć się niestosownością literatury dla dzieci.

Ilustracja sutorstwa Johna Tenniela z wydania z 1866 r. przedstawiająca kota z Cheshire.

Krytycy „Alicji” zwracają uwagę na podobieństwo łączące doświadczenia zmiany kształtu i wielkości bohaterki pod wpływem zjadania grzyba z odczuciami po zażyciu grzybków halucynogennych. Niektórzy sugerują nawet, że sam autor mógł napisać książkę będąc pod wpływem popularnego wówczas opium.

Okultysta Aleister Crowley (1845-1947) określał powieść jako wartościową dla tych, którzy znają Kabałę, Biblię, Kima Rudyarda Kiplinga i kilkadziesiąt innych książek, przez co w kręgach konserwatywnych bywa uważana za okultystyczną i deprawującą młodzież.

Dyskusje wzbudza także stosunek autora do małych dziewczynek, ocierający się o pedofilię. Mimo że za życia autora pojęcie to jeszcze nie istniało, kontrowersyjne wydają się organizowane przez niego wielkie kinderbale dla ponad setki małych dziewczynek, jak również utrzymywane z nimi przyjaźnie i brak zainteresowania (z wyjątkiem kilku przypadków) po okresie dojrzewania. Carroll domagał się od rodziców praw do fotografowania ich córek bez jakichkolwiek świadków. Nie ma dowodów, że miłość autora do dzieci nie była całkowicie platoniczna, nie znaleziono także żadnych seksualnych aluzji w jego książkach dla najmłodszych.

Opinia publiczna na przestrzeni lat oceniała książkę pozytywnie mimo wielu krytycznych głosów dotyczących fabuły. Jednym z najbardziej znanych krytyków jest autor fantasy Terry Pratchett, który otwarcie mówił o swojej niechęci do tej powieści.

Zacytujmy na przykład wywiad z 2008 roku.

Terry Pratchett: Myślę, że Tolkien będzie na czasie nawet za sto lat, ale nie nie jestem pewien, czy ja będę.

Gąsienica. Ilustracja Johna Tenniela z pierwszej edycji.

SFX: Naprawdę? To zdumiewające, słyszeć coś takiego z pana strony.

TP: Cóż, sto lat to całkiem spory kawał czasu. Myślę, że „Władca pierścieni” jest w takim miejscu, że będzie postępował naprzód samą siłą rozpędu, prawie na zawsze. Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego takie bzdury, jak „Alicja w Krainie Czarów”, są jeszcze w druku? To naprawdę okropna książka i myślę, że wciąż się rozwija, ponieważ istnieje pewien pęd, który utrzymuje ją w ruchu. Czy ktoś w dzisiejszych czasach jeszcze czyta „Alicję w krainie czarów”? Tak naprawdę, naprawdę czyta? W jakiś sposób społeczeństwo decyduje, że niektóre tytuły pozostaną w druku, mimo że są okropne i nikt ich już nie czyta. Przepraszam, ale nienawidziłem tej książki. Zawsze myślałem, że to okropny, przerażający wiktoriański humor. „Władca Pierścieni” jest jednak wspaniały. 1

A CO TO ZNACZY, ŻE COŚ WYPADA? GDYBY LUDZIE SIĘ UMÓWILI, ŻE WYPADA NOSIĆ TWARÓG NA GŁOWIE, NOSIŁABYŚ?

W innym miejscu Pratchett mówił: „Nie podobały mi się książki o Alicji, ponieważ uważałem je za przerażające i strasznie nieprzyjazne w paskudny, gburowaty, wiktoriański sposób. Och, tu jest Pan Świteczny Pudding na nogach, hohohoho, tu jest Gąsienica paląca fajkę, hohohoho. Kiedy byłem dzieckiem te książki wywoływały we mnie ten sam rodzaj odczucia, jak gdy masz siedem lat i każą ci pocałować twoją prababkę”.

Lubomir Baker

Artykuł ukazał się pierwotnie w „Fanbooku” nr 3/2020.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Izabela Frączyk, Jagna Rolska – Kaprys milionera

Nie Kopciuszek, nie erotyk, ale ciekawa historia Bardzo mnie ta książka zdziwiła i jest to kolejny przykład okładki, która...

Potencjał Legimi SA

W pierwszym tygodniu po wprowadzeniu wszystkich obostrzeń w związku z zakupami, odnotowaliśmy w stosunku do tygodnia poprzedzającego ponad 100-procentowy wzrost aktywacji użytkowników...

Sally Hepworth – Teściowa

Czy stereotyp jest prawdziwy? Równie dobrej książki o rodzinie nie czytałem od bardzo dawna. Jej głównymi bohaterkami są tytułowa...

Joanna Jodełka – Córka nieboszczyka

Zbrodnia w rodzinie ze sztuką w tle Nie ma to jak zbrodnia w rodzinie! A jeszcze lepiej, gdy stara...

Historie alternatywne – część 2/2

Za to właśnie kochamy literaturę: sięga, gdzie wzrok nie sięga i podrzuca pomysły, które nie przyszłyby nam do głowy. Co więcej, gdybanie...

Historie alternatywne – część 1/2

Za to właśnie kochamy literaturę: sięga, gdzie wzrok nie sięga i podrzuca pomysły, które nie przyszłyby nam do głowy. Co więcej, gdybanie...

Piotr C. – Gwiazdor

Świat celebrytów, który ogłupia, miażdży i zabija Zazwyczaj książki, które przedstawiają świat celebrytów, są dość płytkie, jakby autorzy nie...

Paulina Świst – Przekręt

Seksowne kobiety, drapieżni mężczyźni i nieprzyzwoicie zdegenerowany świat Ostry seks, ostry język, ostra jazda ‒ tak wydawca reklamuje książki...
0 0 vote
Article Rating
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x