Strona głównaNowościGniew Północy – nowa powieść historyczna Daniela Komorowskiego

Gniew Północy – nowa powieść historyczna Daniela Komorowskiego

Wikingowie znowu ruszają do walki!

Dokonują zemsty na Karolu Wielkim za atak na ziemie duńskie i oblegają Paryż, miasto, którego ponoć nie sposób zdobyć. Wielkie zdrady tych, którzy nie powinni byli zdradzić, towarzyszą równie wielkim zmianom sojuszy.

Synowie Ragnara zdobywają sławę, każdy na inny, własny sposób. Śmierć jednej z kluczowych postaci świata wikingów zmieni wszystko.

Wojownicy z Północy z furią wkraczają na nowe ziemie. Wróg stanie się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. W wielu miejscach wybuchnie walka o władzę, a w rodzinach zdarzą się rzeczy, o jakie nikt nie podejrzewałby nawet największego przeciwnika.

Daniel „Dantez” Komorowski – od zawsze zainteresowany średniowieczem, ówczesnymi wojami i bitwami. Najbardziej zafascynowali go wikingowie, dzięki czemu powstała ta właśnie książka.

Fragment książki „Gniew Północy”

Danowie powoli podnosili drabiny i bezszelestnie opiera­li je o mury. W tym miejscu widać było dno, dzięki czemu można było swobodnie wykonać zadanie. Po chwili poczęli się wspinać. Przystanęli na drabinach, niewidoczni dla Fran­ków na murze, i czekali. W obozie poza Hvitserkiem zostało trzydziestu łuczników, którzy teraz wyszli na brzeg i naciągnęli cięciwy, wymierzając je w stronę miasta. Na znak rogu frankij­scy żołnierze od razu skierowali spojrzenia w kierunku obozu wikingów. Zanim zrozumieli, co się dzieje, powitał ich grad duńskich strzał.

– Do ataku! – krzyknął Ivar i jako pierwszy wskoczył na mury, gdzie przywitało go dwóch obrońców. Zabił ich od razu, zanim zdołali choćby mrugnąć. Następnie wojowie ru­szyli we wschodnim kierunku. Przeszli jednak tylko kilka­dziesiąt metrów bez natknięcia się na obrońców. Po chwili spotkali ich gęsto usianych na murach. Cel oddziału Ivara był jasny. Mieli za zadanie oczyścić mury z żołnierzy, aby nie mogli zrzucić kamieni na łodzie dowodzone przez Ragnara. Wtedy jego ludzie wspięliby się na mury bez przeszkód i ob­lężenie można byłoby uznać za zakończone. Bezkostny bez żadnego lęku czy zwątpienia, na czele swych ludzi, niczym ostrze grotu wbijającego się w tarczę, szedł z mieczem i topo­rem w ręku, siekąc każdego, kto stanął na jego drodze. Mur był dość szeroki i po jego lewej stronie swobodnie poruszał się Eskil Biały, zadziwiając wrogów tuż przed śmiercią ko­lorem swojej skóry. Pozostali wikingowie nie mieli zbytnio miejsca do ataku. Uformowali na umocnieniach mur z tarcz, który osłaniał ich ze wszystkich stron poza jedną, gdzie pro­wadzona była walka. Ivar ciął jednego z żołnierzy toporem w szyję, rozrywając ją, po czym pchnął nieszczęśnika za sie­bie. Kolejny nadział się brzuchem na jego miecz. Trzeci poże­gnał się z odrąbaną przy barku ręką, by zaraz upaść na ziemię i zostać dobitym przez innego z wikingów. W pewnej chwili frankijscy żołnierze przestali atakować. Sformowali oddział łuczników, by razić wrogów strzałami.

– Mur tarcz!!! – zakrzyknął Ivar, niemal od razu dostrzega­jąc zagrożenie. Wojowie szybko zasłonili jego i Eskila tarczami, więc żelazne groty wbiły się w drewnianą zaporę nie do pokona­nia. Po chwili to samo stało się z drugą serią – i z niej również żadna ze strzał nie dosięgnęła celu.

– Do przodu!!! – wydał kolejny rozkaz Bezkostny i wojowie w ciasnym szyku zaczęli się przesuwać naprzód. W tym samym czasie dotarli do nich żołnierze od tyłu, próbując zniszczyć ich formację. Wikingowie nie rozwierając muru, dźgali ich w lu­kach między tarczami, raniąc i zabijając jednego po drugim. Po stronie wikingów również były straty w ludziach. Zginęło już dwóch wojów. Jednak była to niewielka strata w porównaniu z tą tej, jaką dotąd ponieśli Frankowie. Mur tarcz cały czas po­suwał się do przodu. W końcu najeźdźcy zwarli się w zorgani­zowaną naprędce formację żołnierzy, która bez szyku, a jedynie w zwarciu, chciała ich odeprzeć swoją przewagą. Oddział Ivara napierał na silną przeszkodę. Frankowie początkowo stawili so­lidny opór, jednak z czasem zaczęli się cofać, co skrzętnie wyko­rzystywali Danowie. Kiedy zbili wrogów w bardzo gęstą grupę, zaczęli ich kłuć mieczami gdzie popadnie, zabijając jednego po drugim. Nagle opuścili tarcze i niczym wygłodniałe zwierzęta rzucili się na wystraszonych i zszokowanych żołnierzy.

Ivar – jak to Ivar – ze swoim diabelskim uśmiechem, na wi­dok którego niejeden z Franków popuścił w spodnie, ciął i siekł obrońców Paryża. Jednego ciął wszerz brzucha, rozcinając go, aż na wierzch wypłynęły flaki, drugiego na odlew rozerwał cio­sem topora od dołu. Kolejnemu przebił gardło na wylot swym mieczem, który wychodząc z tyłu, zranił kolejnego żołnierza w twarz, haratając mu oko. Mężczyzna zawył z bólu, gdy krew strumieniem zalewała mu twarz. W przypływie adrenaliny za­czął jak szalony machać mieczem na prawo i lewo. Zranił w ten sposób dwóch kompanów, lecz po chwili Ivar wkroczył między nich i dobił każdego z osobna.

W ślad za Ivarem swoje żniwo zbierał Eskil Biały. Najbliż­szy kompan Bezkostnego zamachnął się na jednego z rywali toporkiem, wbijając go w bark. Następnie przyciągnął skulo­nego mężczyznę do siebie, by kopnąć go kolanem w twarz. Potem zamroczonego żołnierza pchnął za siebie, gdzie dobili go inni wojowie. Z okrzykiem bojowym na ustach biały wo­jownik ruszył dalej, by mordować i niszczyć razem z resztą od­działu.

Mimo braku przewagi liczebnej oddziału Ivara, jego drużyna bezproblemowo posuwała się ciągle do przodu. Liczebność Franków na nic się zdawała na małej przestrzeni, jaką dawały mury. Teraz rządziła siła i sprawność, która całkowicie była po stronie najeźdźcy.

– Panie! – krzyczał jeden z ludzi do Karola Wielkiego. – Wi­kingowie dostali się na północne mury! Sforsowali naszą obronę!

– Jakim cudem? Przecież nie było tam statków!

– Przeszli po mieliźnie, panie! Co robić?

– Niech to szlag! – odezwał się król, załamując ręce. Słynął ze swojej odwagi i z bycia wspaniałym strategiem, lecz odkąd przegrał walkę na granicy z Danią, zmienił się, coś w nim pękło i bał się podejmowania jakichkolwiek decyzji, zwłaszcza kiedy musiał to robić szybko. Nie był już wcale wielki, jak głosił jego przydomek. Ivar z Ragnarem wypalili mu trwałe znamię, któ­re go zmieniło, być może już na zawsze. – Mój syn dowodzi – wydukał po chwili, dostrzegając Ludwika. Ten widząc żołnierza zdającego relację królowi, podszedł natychmiast i dowiedział się o wtargnięciu wikingów na mury miasta.

– Trzeba wysłać tam więcej ludzi! – zdecydował, nie namy­ślając się długo. – Nie możemy pozwolić, aby otworzyli bramę. Wtedy wleją się do miasta jak szarańcza, która niszczy wszystko na swej drodze. Musimy ich tam zatrzymać.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Dekalog Sienkiewiczowski

Kiedy Henryk Sienkiewicz obchodził 25-lecie pracy, przyjaciele wręczyli mu spisane przykazania, które obowiązywać mają wszystkich wielbicieli jego twórczości. Oto one: „ Oto dziesięcioro przykazań Sienkiewiczowskich,...

Lubomir Baker recenzuje: Milena Wójtowicz „Zaplanuj sobie śmierć”

Zakochałem się w pani Milenie wiele lat temu, gdy przeczytałem jej pierwszą powieść pt. „Podatek”. Wbrew tytułowi było to leciutkie, pełne humoru fantasy, a...

Lubomir Baker recenzuje: Stephen King „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”

To oczywiście książka, która była już na rynku od wielu lat, ale skoro pojawiło się nowe, rozszerzone wydanie, warto o niej przypomnieć z wielu...

Lubomir Baker recenzuje: Erica Katz „Klub tylko dla facetów”

Wejdźmy w świat wielkiej prawniczej korporacji, do której dostają się na staż tylko ci, którzy znaleźli się w 10 procentach najlepszych absolwentów najlepszych uniwersytetów...

Lubomir Baker recenzuje: Anna Sakowicz „Grzeczna dziewczynka”

To bardzo interesująca powieść o samodzielnej kobiecie, która jak wielu z nas zmaga się z problemami rodzinnymi. Nie są tu opisani tak powszechni...

Lubomir Baker recenzuje: Anna Szczęsna”Dziewczyna, która patrzyła w słońce”

Dobry początek serii obyczajowej. Akcja rozgrywa się w Toruniu, co samo w sobie jest atrakcyjne, bo to piękne miasto. Tam na starówce mieszka Justyna,...

Lubomir Baker recenzuje: Mirosław M. Bujko „Sąd ostateczny”

Zachęta do sięgnięcia po książkę Mirosława M. Bujko "Sąd Ostateczny" wypisana na okładce, brzmi: „Popis erudycji i literackiego kunsztu”, do tego ołtarz Memlinga „Sąd...

Literatura w liczbach

Ilu jest na świecie analfabetów? W Europie to 3% ludności, w Ameryce Południowej 15%, w Azji 33%, a w Afryce 50%. Ilu jest na świecie...
0 0 votes
Article Rating
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x