Od Sherlocka Holmesa do Joanny Chyłki –historia powieści kryminalnej

Ewolucja kryminału to fascynująca podróż od zwięzłej łamigłówki do rozbudowanej panoramy społecznej. Gatunek ten przeszedł drogę od pytania „kto zabił?” do znacznie bardziej niewygodnych „dlaczego zabił?” i „co to mówi o nas wszystkich?”. Z biegiem lat z eleganckiej rozrywki intelektualnej wyrósł jeden z najbardziej pojemnych i popularnych obszarów literatury.

Proszę usiąść wygodnie, najlepiej w fotelu z wysokim oparciem, jak przystało na czytelnika kryminałów. Będzie to opowieść o tym, jak zgrabna łamigłówka logiczna zamieniła się w wielotomową sagę o traumach, nierównościach społecznych i złym dzieciństwie sprawcy.


I. Narodziny: kiedy trup leżał grzecznie, a detektyw myślał (połowa XIX w.)

Za symboliczny początek wszystkiego uchodzi rok 1841, kiedy Edgar Allan Poe opublikował opowiadanie „Zabójstwa przy Rue Morgue”. Poe nie tyle opisał zbrodnię, ile stworzył mechanizm jej literackiego rozbrajania. Wprowadził postać C. Auguste’a Dupina, detektywa-amatora o umyśle tak analitycznym, że policja mogła przy nim pełnić funkcję dekoracyjną. To właśnie tutaj narodziła się klasyczna „zagadka zamkniętego pokoju”, czyli sytuacja, w której zbrodnia wydaje się logicznie niemożliwa. Fabuła była prosta, forma krótka, akcja skupiona wokół jednego intelektualnego problemu. Nie było wątków obyczajowych ani psychologicznych wiwisekcji. Była czysta dedukcja. Poe pisał, że „największą przyjemność sprawia rozwiązywanie zagadek, które wydają się nierozwiązywalne”, i czytelnicy szybko przyznali mu rację.

Jego bohater, C. Auguste Dupin, był prototypem detektywa-amatora o intelekcie tak ostrym, że mógłby nim kroić chleb na śniadanie. Zbrodnia? Zamknięty pokój. Drzwi zaryglowane od środka. Okna zamknięte. Policja bezradna. A Dupin? Spokojnie analizuje fakty, jakby rozwiązywał krzyżówkę.

To był kryminał w wersji kompaktowej: krótka forma, jedna zagadka, jeden błyskotliwy umysł. Bez wątków pobocznych o trudnym dzieciństwie sprawcy. Bez retrospekcji do roku 1773. Czytelnik dostawał łamigłówkę i miał ją rozwiązać. Prosto. Elegancko. Bez zbędnego cierpienia emocjonalnego, za to dedukcja stała się widowiskiem.


II. Złota era: gdy morderstwo było niemal towarzyskie (lata 20.-40. XX w.)

Potem przyszła tzw. złota era. Czas, gdy zbrodnia miała klasę, a podejrzani maniery. Na scenę wkroczyła Agatha Christie, a wraz z nią jej pedantyczny Belg – Herkules Poirot oraz wścibska i błyskotliwa panna Marple Równolegle trwała legenda Sherlocka Holmesa stworzonego przez Arthur Conan Doyle, który co prawda narodził się wcześniej, ale dopiero w XX wieku stał się ikoną popkultury.

Autorzy ci ugruntowali model, w którym czytelnik otrzymywał wszystkie wskazówki i miał uczciwą szansę zmierzyć się z detektywem. W powieściach takich jak „Morderstwo w Orient Expressie” akcja toczyła się w zamkniętym kręgu podejrzanych, często w przestrzeni symbolicznie odciętej od świata jak pociąg czy wyspa. Przemoc pozostawała w tle, a najważniejsza była intryga. Detektyw w finale zbierał wszystkich w salonie i z chirurgiczną precyzją rekonstruował przebieg wydarzeń. Było w tym coś teatralnego, ale też głęboko satysfakcjonującego. Zbrodnia była problemem logicznym, który należało rozwiązać, a nie społeczną raną, którą trzeba zrozumieć.

Kryminał przypominał wówczas szachy. Mało było krwi, za to dużo strategii. To był świat, w którym morderca czekał cierpliwie na demaskację w salonie przy kominku. Dziś trudno o taką uprzejmość.


III. Hardboiled: kiedy detektyw przestał być dżentelmenem (lata 30.-50.)

Ameryka spojrzała na angielskie łamigłówki i powiedziała: „To bardzo ładne, ale życie tak nie wygląda”. Wtedy pojawili się Raymond Chandler oraz Dashiell Hammett. Miasto stało się brudne, skorumpowane, pełne neonów i cieni. Detektyw przestał być ekscentrycznym geniuszem, a stał się zmęczonym życiem prywatnym śledczym z butelką w szufladzie.

Ich detektywi nie rozwiązywali zagadek w salonach, lecz przemierzali skorumpowane ulice wielkich miast. Dialogi były ostre, tempo szybkie, a moralność niejednoznaczna. Świat przestał być logiczną układanką, a stał się polem walki interesów. W powieściach Chandlera zbrodnia była symptomem systemowej degeneracji. Jak pisał autor, detektyw powinien być „człowiekiem honoru w świecie bez honoru”. To już nie była gra intelektualna. To był realizm podszyty cynizmem.

Nie chodziło już tylko o to, kto zabił. Chodziło o to, jak bardzo system jest zepsuty. W tej odmianie kryminału sprawiedliwość bywała względna, a bohater często bardziej przypominał antybohatera. Nie będzie przesadą powiedzenie, że kryminał przestał być elegancką łamigłówką, a stał się reportażem z frontu miejskiej degeneracji.


IV. Kryminał psychologiczny: witamy w umyśle sprawcy (od lat 60.)

W pewnym momencie autorzy zadali sobie pytanie: „A gdyby tak zajrzeć do głowy mordercy?”. Tak właśnie pojawiła się Patricia Highsmith, która w swoich powieściach pokazała, że zło bywa ciche, uprzejme i bardzo racjonalne. Kryminał przeszedł od whodunit do whydunit.

Czytelnik coraz częściej wiedział, kto zabił, ale nie rozumiał dlaczego. Narracja bywała prowadzona z perspektywy sprawcy, a napięcie budowano nie wokół odkrycia tożsamości mordercy, lecz wokół motywów, obsesji i lęków. Kryminał stał się thrillerem psychologicznym, w którym zbrodnia była skutkiem emocjonalnego pęknięcia. To wymagało od odbiorcy większej dojrzałości, bo zamiast prostej satysfakcji z rozwiązania zagadki pojawiała się niepokojąca refleksja o naturze człowieka. To już nie jest niewinna rozrywka przy herbacie.


V. Współczesność: grube tomy, zimno i laboratoria (XXI wiek)

Dziś kryminał urósł. Dosłownie. Z nowelki zrobił się 700-stronicowy tom, a z jednego morderstwa saga o upadku państwa dobrobytu. Skandynawia podarowała nam Nordic Noir, a Stieg Larsson stał się niekoronowanym królem tego nurtu. Śnieg, milczenie, chłód emocjonalny i krytyka systemu. Zbrodnia jest tylko punktem wyjścia do analizy społeczeństwa.

Równolegle rozwijał się kryminał – nazwijmy to – proceduralny, który z niemal dokumentalną dokładnością opisuje pracę policji, laboratoriów i medycyny sądowej. Śledztwo stało się procesem zbiorowym, a detektyw przestał być samotnym geniuszem.

Dziś zagadka jest często jedynie pretekstem do opowiedzenia historii o społeczeństwie, polityce i prywatnych dramatach bohaterów.

Droga od krótkiej noweli Poego do wielotomowych sag współczesnych autorów pokazuje, że kryminał nieustannie reaguje na epokę. Z pytania „kto?” przeszedł do „dlaczego?” i „co to mówi o nas?”. Z zamkniętego pokoju wyszedł na ulice miasta, a potem wkroczył do ludzkiej psychiki i struktur społecznych. Można oczywiście z nostalgią wspominać czasy, gdy wszystko dało się wyjaśnić jednym błyskotliwym monologiem detektywa. Warto jednak zauważyć, że współczesny kryminał jest bardziej wymagający, bo dotyka tematów, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną.

Może właśnie dlatego czytamy go tak chętnie. Nie tylko dla zagadki, lecz dla diagnozy świata, a diagnoza, jak wiadomo, bywa mniej przyjemna niż eleganckie rozwiązanie w salonie.

Kryminał a sprawa polska

Skoro mówimy o ewolucji kryminału, nie wypada udawać, że Polska jedynie przyglądała się temu z bezpiecznej odległości. Jednak to jest opowieść na zupełnie nowy artykuł.

Magdalena Mądrzak

Podobne wpisy