Nicolas Sarkozy: Dziennik więźnia
Recenzja Lubomira Bakera książki byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego „Dziennik więźnia”

Na wstępie zaznaczę, że w tej recenzji nie zajmę się faktem, czy Sarkozy powinien, czy nie powinien trafić za kratki i czy jego wyrok jest sprawiedliwy, czy też nie, ale opiszę jedynie smaczki i niesmaczki związane z lekturą „Dziennika więźnia”.
To nie jest gruba książka, zwłaszcza jeśli porówna się ją z trzytomowym dziełem lorda Jeffreya Archera, który napisał trzytomowe „Dzienniki więzienne”, gdy odsiedział dwa lata z zasądzonych czterech, a skazany został za krzywoprzysięstwo. Sarkozy odsiedział trzy tygodnie, choć jego sprawa jeszcze nie została ostatecznie zamknięta. Na razie został zwolniony do domu, bo trwa proces apelacji i na mój nieprawniczy zdrowy rozum, gdy wyrok nie stał się prawomocny, ani były prezydent Francji, ani żaden inny obywatel, będący w takiej sytuacji, nie powinien trafić do więzienia, a trafił.
Niezbędne jest krótkie wprowadzenie, za co poszedł siedzieć. Otóż prokuratura zarzucała mu generalnie przyjęcie pieniędzy od Kaddafiego, libijskiego dyktatora, na sfinansowanie wyborów w 2007 r. oraz korupcję i osobiste wzbogacenie się na kontaktach z Libią. Z zarzutów tych sąd go oczyścił. Skazał go za „udział w grupie przestępczej i planowanie biernej korupcji” na pięć lat pozbawienia wolności. Jak pisze Sarkozy, nie pojmował i nadal nie pojmuje, dlaczego w tym samym wyroku oczyszcza się go z zarzutu korupcji i równocześnie za niego skazuje. Sugeruje, wprawdzie nie wprost, ale półsłówkami, że część oczyszczającą sentencji wyroku sąd pisał sam, a tę skazującą pisał ktoś inny, w innym tonie. Samo w sobie jest to ciekawe i osobom zajmującym się polityką książka to dostarczy zapewne wielu powodów do głębszych dociekań.
Najciekawsze
Mnie najbardziej zainteresowały te fragmenty, w których Sarkozy pisał o wymiarze sprawiedliwości. Uważam te jego uwagi za warte zapamiętania, zwłaszcza gdy odniosę je do Polski i bałaganu (to eufemizm) w naszym sądownictwie. Po pierwsze Sarkozy zwraca uwagę, że dotychczas panowało powszechne przeświadczenie, iż wyroków sądów się nie krytykuje. Jednak w dzisiejszych czasach, gdy sądy okazują się najważniejszą z władz, sędziowie muszą się liczyć z tym, że tak samo jak każda władza będą podlegali krytyce. Pisze też Sarkozy nie bez słuszności: „Niezależność władzy sądowniczej jest jedną z podstawowych zasad naszej Republiki. (…) Zbyt często zapomina się, że koniecznym dopełnieniem niezależności jest bezstronność”. W innym miejscu, jakby dopełniając tego obrazu, pisze o „ścianie palantów”, czyli o tablicy ze zdjęciami prawicowych dziennikarzy, polityków, sędziów, a nawet ojców, którzy domagają się sprawiedliwych wyroków dla gwałcicieli ich córek. Gdzie znajduje się „ściana palantów”? W siedzibie związku zawodowego sędziów. Tyle w kontekście sądownictwa i bezstronności. Sapienti sat.
Jeszcze jeden aspekt tej lektury wywołał moją ciekawość, a mianowicie nawrócenie prezydenta. Zabrał do więzienia biografię Jezusa, choć potem ani razu nie wspomina, by ją czytał, ale zaczął w niedziele przyjmować komunię. O spowiedzi ani słowa nie napisał, jednak okazuje się, że przysłowie: jak trwoga, to do Boga, nie straciło na aktualności.
Dużo lukru
Oczywiście Sarkozy relacjonuje, jak trudnym przeżyciem jest zamknięcie i jak łatwo poddać się i załamać. Poza tym autor maluje obraz cukierkowy: rodzina z piękną Carlą Bruni i dziećmi stoi zawsze u jego boku, zwyczajni ludzie na ulicy wyrażają sympatię, strażnicy więzienni to empatyczni i dobroduszni Francuzi, z których pracy były prezydent jest dumy. Trochę bolą zęby od nadmiaru lukru.
Czego mi w tej książce brak? Wskazania wprost, dlaczego doszło do postawienia mu zarzutów jakie siły polityczne za tym stoją i konkretnie jakie osoby. Nie ma ani słowa o masonerii, a nie jest teorią spiskową, że ma one we francuskiej polityce silne wpływy. Nie ma praktycznie nic o współczesnym położeniu politycznym Francji, choć drobne uszczypliwości wobec Macrona i wyrazy sympatii dla jego żony są.
Reasumując: to ciekawa, choć mniej niż bym oczekiwał pogłębiona lektura.