Patrycja Kupiec: Szkocja. Wędrówka przez krainę mitów i mgły

Recenzja Patrycja Kupiec

Zanim przejdę do recenzji książki, której autorką jest Patrycja Kupiec: Szkocja. Wędrówka przez krainę mitów i mgły, parę słów o całej serii.

Z tej serii Wydawnictwa Poznańskiego rekomendowałem już Państwu pozycję o Szwajcarii Agnieszki Kamińskiej, ale nie napisałem, że to są książki wydane bardzo ładnie: twarda oprawa, wyklejki, kolorowe ilustracje, staranna grafika stron – wszystko to sprawia, że trzyma się w dłoniach produkt wysokiej klasy edytorskiej. Na marginesie dodam, że im rzadziej sięgamy po książki w postaci papierowej (bo nie czytamy wcale albo czytamy e-booki lub słuchamy audiobooków), tym ładniejszym produktem się stają. Teraz przechodzę do „Szkocji”.

Autorka jest polską emigrantką, której w górzystej krainie się powiodło. Przez dwadzieścia lat pobytu zrobiła tam doktorat z archeologii, ma córkę i mieszkanie. Pracuje w fundacji, która zajmuje się wyrównywaniem nierówności społecznych. Pisze wyraźnie, że ta książka powstała z miłości do tego kraju, ale też jako cudzoziemka miała możliwość zachowania rozsądku i spojrzenia z zewnątrz.

Mam wobec tej książki ambiwalentny stosunek. Oczywiście, zawiera ona sporo ciekawych informacji (o tym za chwilę), z drugiej strony to przede wszystkim opowieść kobiety, która chce walczyć z biedą na świecie, a konkretnie w Szkocji, co wynika z jej dobrego serca, ale niespecjalnie rozumie, skąd ta bieda się bierze. To klasyczny przypadek, w którym dobra wola nie spotyka się z rozsądkiem. Ostatnie rozdziały, a konkretnie po 259 stronie trudno czytać bez zgrzytania zębami. Jest tam nagromadzenie pokuty za rasizm, kolonializm, mizoginizm, ucisk kobiet i osób trans. Jest tam także apologia rozdawnictwa socjalnego bez pytania, czy beneficjent naprawdę tych pieniędzy potrzebuje, żeby go nie urazić. Chwilę wcześniej ta sama autorka pisze, ilu jest narkomanów w Edynburgu (straszne liczby), ale jakoś nie łączy narkomanii z biedą i patologią. Bardzo to było irytujące.

Wróćmy jednak do rozdziałów poprzedzających ten niekomfortowy dla mojego rozsądku koniec.

Mamy tam więc zbeletryzowaną historię Szkocji jako kraju bitnych, honorowych i rudych ludzi, którzy przez większość czasu w historii ścierali się z Anglikami, żeby wywalczyć niepodległość. Jak wiemy, finalnie im się to nie udało i nawet teraz, mimo elementów samorządności, muszą ulegać Londynowi. Budżet Szkocji jest procentem budżetu Wielkiej Brytanii. Szkoci nie chcieli Brexitu i, jak pisze autorka, niesłusznie odczuwają skutki tej niedorzecznej decyzji Anglików.

Bardzo ciekawy jest rozdział o języku. Okazuje się, że jest kilka języków szkockich, o czym pisać nie będę, żeby Państwo sami odkryli złożoność zjawiska. Przyjemnie się czytało o baśniowych, a raczej legendarnych stworzeniach zamieszkujących Szkocję. Wszak to kraina, która aż prosi się o dziwne, groźne stwory. Szkoda tylko, że autorka lubi traktować czytelnika jak dziecko, któremu wszystko należy wyjaśnić. Gdy pisze o kelpie i wróżkach, od razu tłumaczy, skąd się wzięły opowieści o nich, włączając pedagogikę o kobietach wybierających nieakceptowanych przez rodzinę mężczyzn.

Bardzo ciekawa jest za to interpretacja „Makbeta” jako sztuki pisanej niemalże na królewskie zamówienie w konkretnej politycznej sytuacji. Interesująco opisane są wątki szkockie we współczesnej popkulturze, historie o tartanie i spędzaniu czasu na świeżym powietrzu mimo kapryśnej pogody.

Szczególnie zajmuje autorkę kwestia palenia czarownic z (niestety) wątkiem pociągniętym do dziś, do ucisku kobiet trans i cis. Wybierając książkę o Szkocji, wolałbym dowiedzieć się o zabytkach sine qua non, o których nie piszą przewodniki, a o tym w tej książce nie ma.

Wiem, że ta seria ma w sobie nurt feministyczny. Tak przynajmniej było też w książce o Szwajcarii. Tu jednak ten wątek przyćmił kwestie ciekawostkowe, choć całość czytało się gładko. Muszą Państwo sami zdecydować, czy „Szkocja” Patrycji Kupiec będzie dla Państwa ciekawa.

Lubomir Baker

Podobne wpisy